W tym roku z reprezentacją Duszpasterstwa Młodzieży "PORT" wyjechaliśmy na Mazury. Był to wyjazd, jeżeli można tak się wyrazić, szkoleniowy. Dla większości załogi był to pierwszy w życiu rejs. Burta, rufa, keja, bom, itd., tego słownictwa musieli się nauczyć. Jak łatwo się domyśleć, same nazwy poszczególnych części jachtu, to zdecydowanie za mało. Trzeba było jeszcze nauczyć się obsługiwania tego wszystkiego. Jak obalić maszt, żeby wpłynąć do kanału i przepłynąć pod mostem i jak go spowrotem postawić? Jak wciągnąć żagiel, jak wybrać szoty, żeby fok nie "szczekał" (czyli, żeby nie był za luźno napięty)? Ile miecza wciągnąć, czy wypuścić, żeby nie dryfować, a zarazem nie ryć nim po dnie?